Kierunek Bieszczady czyli małe góry z wielkim charakterem

O tegorocznym urlopie myślałam od dłuższego czasu. Pomysłów było wiele, niektóre mocno egzotyczne, inne totalnie zwariowane, ale przyznam się, że jedna myśl wracała do mnie jak bumerang.

Chciało mi się gór.

Tej przestrzeni, otumaniającego świeżego powietrza, palących łydek i widoków po horyzont.Im dłużej o tym myślałam tym bardziej ten wariant wracał do mnie ze wzmożoną siłą. Aż w końcu w głowie pojawił się plan – ja po prostu miałam ochotę rzucić wszystko w cholerę i pojechać w Bieszczady 😀

I tak  na totalnym spontanie pojechałam. Nie mogłam chyba wybrać w Polsce miejsca leżącego dalej od Szczecina. Przecież w tej odległości mogłabym zabookować szybki lot na jakąś cieplutką plażę, a nie telepać się kilkanaście godzin przez cały kraj.

Ale wiecie co? Było warto i było piękniej niż na wszystkich Instagramowych fotkach razem wziętych 😀

Bo Bieszczady to nie tylko natura i piękne widoki, to miejsce z charakterem, na który trzeba uważać, bo ani się obejrzysz, a skradnie Ci serce na całego.

Czym?

Ogonek Polski jak z innego wymiaru

Trzeba to przyznać – o Bieszczadach krążą legendy, tym większe im więcej km dzieli Was od siebie. Że po nocach grasują szajki niedźwiedzi, mieszkańcy okolicznych wiosek nie są na bieżąco z Netlfixem, nie ma ta ani jednego Lidla czy Biedronki*, no i asfalt zwijają tuż za Sanokiem.

A mimo to, a może właśnie dlatego od zawsze mi się to miejsce marzyło. Bo dzikie, bo dalekie, bo jeszcze nie przesycone komercją i nie zadeptane przez tłumy turystów.

Fakt – dojechać nie jest łatwo, zwłaszcza z drugiego końca Polski, ale jak już docierasz banan nie schodzi Ci z twarzy. Czemu?

Bo przez ostatnie kilkadziesiąt km aż pod same podnóża gór prowadzi Cię kręta, malownicza droga, opatulona uroczymi miasteczkami, wyciągniętymi prosto z wschodnich bajek cerkwiami i gęstymi lasami.

A im dalej w las, tym bardziej zanurzasz się w świat wyjęty żywcem z Narni, gdzie wszystko opiera się na nieco innych zasadach.

Odcięcie od świata

Kochasz Internet i nie możesz bez niego żyć? Świetnie! W takim razie nigdy nie jedź w Bieszczady 😉 Jeśli zaś masz ochotę wziąć głębszy oddech i odciąć się od świata, to miejsce jest idealne!

Nie zrozumcie mnie źle, w miasteczkach czy restauracjach łatwo upolować kilka kresek zasięgu i jest szansa na chwilkę w towarzystwie 3G, ale wystarczy tylko lekko zboczyć z głównej drogi, wyjść na szlak lub zamieszkać w chatce na uboczu wioski (eekhhmm tak właśnie), a o wysłaniu kilku fotek do znajomych możecie pomarzyć.

I…. dobrze!

Osobiście po raz pierwszy od długieeego czasu mogłam porzucić telefon i skupić się na tu i teraz. Na danej chwili, na cieple kawy i widoku z werandy, na rozmowie z drugą osobą i na ciszy. Na swoich myślach i tym co mnie otacza. I poczuć, że to jest właśnie to.

Ta taka fajna wolność i spokój. I to jest piękne, bo chyba od tego jest urlop?

Ludzie dla ludzi

Człowiek z miasta będąc pierwszy raz w tych okolicach może przeżyć mały szok. Pozytywny i szalenie ujmujący. Oto przyjeżdżasz, rozmawiasz z miejscowymi i nagle dociera do Ciebie, że wszyscy są mili, uśmiechnięci i pomocni, ot tak.

Poznajesz przypadkowe osoby, które oferują pomoc, polecą lokalne specjały, a nawet zaoferują powózkę, gdy schodzisz ze szlaku i lądujesz na zupełnym pustkowiu, a o autobusie możesz pomarzyć.

Najlepsze jest jednak to, że to się udziela. Po kilku takich dniach sama uśmiechałam się i pozdrawiałam znajome twarze, które mijałam wcześniej na szlaku i wychodziłam z inicjatywą lub podpowiedzią, gdy ktoś zgubił drogę.

Takie niby nic, a jednak serducho od razu pompuje w ciało dobre emocje, bo bycie miłym to arcyfajne uczucie.

 

A co powiecie na małą przerwę przed dalszą wędrówką? Ale, ale uprzedzam, że już niedługo druga część postu i kolejne wrażenia z magicznych Bieszczad!

Zaglądajcie więc na bloga, bo oprócz moich opisów pojawi się też rysiek, misiek i dzikie bieszczadzkie węże 😛

 

* dla wyjaśnienia – w większych miejscowościach jak Lesko jest i Biedronka i Lidl 🙂


Jeśli masz ochotę na więcej zajrzyj do innych fajowych postów: