Zboczenia początkującego blogera

No cóż, stało się. Nie powiem, żebym nie czekała z wytęsknieniem na ten moment i chociaż zajęło mi to parę ładnych miesięcy, to w końcu jest. Osiągnęłam z lekkim poślizgiem swoje założenie i z dumą rozsadzającą serducho od środka patrzę na cyferki pojawiające się na fanpejdżu Notes From North West. Jest 300!!! Ba! nie bądźmy skromni, jest nawet 304! 🙂Patrzę i nie wierzę, patrzę i czuję się jak Joaquin Phoenix w Gladiatorze, gdy jako cezar wjeżdża na rydwanie słońca do miasta, już słyszę tłum skandujący North West! North West!, płatki kwiatów spadające z nieba i lądujące pod moimi stopami…słodka chwila błogości ….chociaż czekajcie czekajcie, bohatera chyba niezbyt trafnie dobrałam, bo za dobrym charakterem to on nie był 😉

W każdym razie, po takim czasie uważam, że zasłużyliście by poznać całą gołą i brutalną prawdę o tym, jak wygląda życie osoby, której zamarzyło się pisanie bloga. Szczerze, bez ogródek postanowiłam wyznać jak na spowiedzi jakimi prawami rządzi się świat początkującego blogera i co z nim robi, ku przestrodze dla tych i przyszłych pokoleń, którym zamarzy się „kariera” w blogosferze.

10 ZBOCZEŃ GŁÓWNYCH

-1-

Fotografujesz nałogowo wszystko, wszystkich i wszędzie. Tak tylko, just in case, co kończy się tym, że w tydzień blokujesz pamięć w telefonie, zapełniasz karty w aparacie i dobijasz przenośny dysk.

notes_from_northwest_bloger1

-2-

Stale masz nieodparte wrażenie, że z czymś nie zdążysz, nie wyrobisz się i nie opublikujesz w terminie. Trochę to dziwne, bo przecież od kilku tygodni zarywasz noce dopieszczając kolejne zdania, kropki, przecinki i nagłóweczki…

-3-

Edytujesz tekst po tysiąckroć, ale one nadal tam są – emotikony. Tuziny, tysiące, i do tego wszystkie z głupkowatymi uśmieszkami 🙂

-4-

Miewasz natchnienie! Genialną myśl, boskie zdanie, słowa potrafią się układać same i to w sposób, który wprawiłby w kompleksy samego profesora Miodka. Tylko czemu do cholery zawsze w wannie? Powtarzasz je w myślach, mamroczesz pod nosem szorując pięty, wyskakujesz z łazienki, podbiegasz do kompa i …..dupa. Nic, totalna pustka w głowie.

notes_from_northwest_bloger6

-5-

Jedziesz rano nieprzytomny tramwajem do pracy i rozglądasz się ukradkiem po pasażerach. Łypiesz okiem jak nienormalny w ich komórki i marzysz, by złapać kogoś na czytaniu Twojego posta. No cóż, miesiące mijają i ….never happened.

-6-

Dostajesz zaproszenie na super imprezę i nie interesują Cię żadne bilety, bo tara da tata! Jesteś na liście gości i wchodzisz jako VIP! Pewnym krokiem mijasz ochroniarzy na wejściu, tak jak wszyscy inni… i wtedy do Ciebie dociera. Wstęp jest za free 😛

-7-

Idąc spać sprawdzasz czy ktoś polajkował Twój post. Potem jeszcze raz odkładając telefon na szafkę nocną, 2 kolejne razy przewracając się na drugi bok i jeszcze kilka tuż przed  padnięciem twarzą w komórkę.

notes_from_northwest_bloger4

-8-

Za każdym razem, gdy pojawia się czerwone serduszko pod fotką na Twoim profilu na Insta – zyskujesz plus 500 do swojej boskości. Za komentarz bonus w postaci rogala na twarzy do końca dnia! Ach, ta popularność!

-9-

Miewasz niekontrolowane, nagłe ataki paniki w sklepie, pracy, na spacerze. Zawsze to samo, oblewają Cię zimne poty, a serce szaleje, bo przecież jesteś w czarnej murzyńskiej z tekstem, a jutro trzeba wrzucić posta. W końcu według ekspertów,  wszelkich możliwych poradników czy tutoriali regularność i intensywność publikacji to podstawa. Inaczej umarł w butach. Twój blog oczywiście.

-10-

Podobnie jak na Instagramie, na FB każdy lajk to totalna euforia, pewnie dlatego walczysz o nie niczym Rocky Balboa. Może i muskuły masz mniejsze, ale samozaparcia w gapieniu się na wykresy, słupki  i procenty popularności na swoim profilu Stallone mógłby Ci pozazdrościć.

notes_from_northwest_bloger3

 

Możecie odnieść wrażenie, że wzięło mi się na narzekanie. Skądże znowu. Czy myślałam, że jak będę miała bloga to będę sławna, bogata i dostanę stałe miejsce na ściankach? Może troszeczkę 😉 A tak serio, być może to moja  uparta Barania natura, albo to, że lubię wyzwania i  jak jest pod górkę. Fakt jest jednak taki, że ten blog chodził mi po głowie od długieeegoooo czasu i teraz mogę swoją nadaktywność wyładowywać napierdzielaniem w klawiaturę po nocach, a jeśli przy tym, tym swoim internetowym gadulstwem poprawię komuś humor przy porannej kawie albo sprzedam newsa o fajnym festiwalu, to będzie dla mnie pełnia szczęścia.

No dobra, a czy sama siebie uznaję już za super blogera i część tajemniczej krainy zwanej blogosferą? Cóż…. jak mawiał Rocky:

 

Każdy mistrz był kiedyś kandydatem, który się nie poddał.

 

A jak jest z Wami? Też lubicie pisać, a może prowadzicie swojego bloga? Jeśli tak, koniecznie zostawcie linka w komentarzach. A jeśli nie blog to może inne projekty i marzenia, które powoli spełniacie? Cokolwiek to jest, trzymam mocno kciuki, poprawcie gardę i do boju. Czas podbić świat, nie tylko blogosfery 😉

Buziaki!

N.


Przeczytaj także: