Straszznnna zabawa czyli co z tym Halloween

Tej inwazji już się chyba nie da zatrzymać. Chociaż jeszcze część osób próbuje się temu oprzeć, to z roku na rok Halloween’owe szaleństwo przenika do naszego kraju i niczym zombie przemienia kolejne niewinne dusze w łaknących mrożących krew w żyłach wrażeń.

Czy warto się poddać tej modzie?

Szczerze mówiąc jest to  kompletnie indywidualna kwestia podejścia każdego z nas. I żeby była jasność – indywidualna, znaczy Twoja i Twojego światopoglądu, a nie przerzucających się lekko już zbutwiałą argumentacją wszelkich znawców, obrońców tradycji czy ekspertów kultury amerykańskiej w pasmach telewizji śniadaniowej lub narodowej. Kto, co lubi i ogląda.

Większość dyskusji opiera się na pewnych stałych argumentach. Zacznijmy od najczęstszego – czy pod przebraniem zabawy, nie kryje się czasem sporo marketingowych sztuczek mających na celu skłonienie nas do sięgnięcia po portfele i wydania zaskórniaków na nikomu niepotrzebne bzdeto-gadżety i 10 kilową dyńkę, którą potem będziemy konsumować z całą rodziną przez następne 2 tygodnie?

Oczywiście, że tak! Ale litości, nie oznacza to jednoczesnego paktu z diabłem, agitacji na rzecz równouprawnienia czarownic i składania ofiar z okolicznych kotów. Ani też przynależności do żadnych innych grup mających na pieńku z ogólnie obowiązującym prawem.

Skąd więc takie skrajne stanowiska i burza emocji dotycząca tego dnia w naszym kraju? Bo, najzwyczajniej w świecie, my Polacy, jesteśmy od dawien dawna przyzwyczajeni do powagi, zadumy i podchodzenia do Święta Zmarłych bardzo na serio.

Często wręcz nie mieści nam się w głowach (zwłaszcza starszemu pokoleniu), że można do tematu podejść odrobinę inaczej. Stąd  oburzenie, oskarżenia o demoralizację i brak szacunku dla wartości chrześcijańskich.

Po co komu upiorna dynia?

Często też w całej tej dyskusji pomijany jest jeden mały drobiazg – geneza Halloween. A szkoda. Kilka osób mogłoby się lekko zdziwić, bo wbrew pozorom obie tradycje mają pewne podobieństwa. Wystarczy tylko nieco poszperać w historii tego święta.

Sama nazwa wywodzi się najprawdopodobniej od skróconego zwrotu All Hallows’ E’en, czyli wcześniejszej wersji All Hallows’ Eve co oznacza wigilię Wszystkich Świętych, a swoje korzenie ma w celtyckim święcie Samhain, które było pożegnaniem lata, powitaniem zimy i jednocześnie właśnie Świętem Zmarłych.

To w tym dniu według wierzeń dochodziło do kontaktów osób żywych z duszami zza światów. Dziwne, wymyślne i straszne stroje miały ochronić przed atakiem złych demonów, zaś wydrążone dynie ze świecą umieszczoną w środku, według wierzeń irlandzkich chłopów, miały symbolizować dusze tragicznie zmarłych.

I jak widzicie zero makabreski, żadnych ofiar z dziewic, czy obrzędów voodoo, a raczej celtyckie dożynki żegnające porę letnią w połączeniu z celebrowaniem  pamięci o bliskich, którzy odeszli.

Co mają wspólnego Celtowie z Halloween’ową gorączką w USA?

No cóż, możemy za to, jak i wiele innych amerykańskich zwyczajów, podziękować irlandzkim imigrantom, którzy w XIX wieku przywieźli na pokładach wielkich parowców nie tylko whiskey, ciemne piwo i szaloną muzykę, ale całe mnóstwo tradycji, którymi powoli zarażali mieszkańców amerykańskich miast. No i niektóre drużyny NBA (Boston Celtics) 😉

To właśnie w Stanach Halloween nabrało obecnego charakteru i to tutaj z upływem lat stało się drugim pod względem popularności świętem, ustępując tylko Bożemu Narodzeniu.

Zresztą nikogo nie dziwi fakt, że to właśnie Amerykanie z swoim zamiłowaniem do wielkiego rozmachu, stoją za totalną komercjalizacją i pomarańczowo-czarną zakupową gorączką jaka atakuje nas ze wszystkich stron od połowy października, rozprzestrzeniając się na cały świat z pomocą Hollywood i świata pop kultury.

Czy coś w tym złego?

Skoro to amerykańska komercja jakiś dawnych wierzeń, to co ma to wspólnego z nami? Czy bojkotować i blokować tę komerchę? Niekoniecznie, bo po części to również znak naszych czasów. Nie traktujmy tego zwyczaju jako ataku na nasze rodzime tradycje, a raczej jako sposób, by w ponurym i ciemnym okresie roku, odnaleźć odrobinę szaleństwa i radości życia.

Zresztą …jeśli spojrzeć na cały temat nieco szerzej i odnieść się do jednej z najbardziej katolickich kultur – meksykańskiej, natkniemy się na Dia de los Muertos (swoją drogą, z roku na rok i to święto zaczyna zyskiwać na popularności), czyli Dzień Zmarłych, będący jednym z najstarszych religijno- etnicznych świąt w Meksyku i Ameryce Centralnej.

Po cholerę o tym wspominam? Bo Meksykanie święcie wierzą, że Dzień Zmarłych jest dniem radosnym, gdyż dusze najbliższych, którzy odeszli są wciąż wśród nas!

No właśnie, tu chyba leży clue problemu. Zderzenie radości, świętowania i zabawy z powagą i zadumą typową dla 1 listopada i zakorzenioną w naszej kulturze od dawien dawna.

Hmm… a może potraktujmy to po prostu, jak zwycięstwo energii życia nad ciemnością? Przecież nikt nie mówi, że obie tradycje nie mogą iść w parze, a wszyscy uczestnicy nocnych spotkań jednomyślnie przejdą na ciemną stronę mocy.

Najważniejsze jednak w tym wszystkim jest to, jak Ty się z tym czujesz.

Nie mam zamiaru zmuszać nikogo na siłę, by poddał się modzie, bo może to kompletnie nie jego klimaty. Jeśli więc gardzisz komercjalizacją i nie lubisz świętować cudzych świąt – rozumiem. Jeśli wolisz zostać w domu i w spokoju wspominać bliskich – szanuję.

A jeśli masz ochotę na zombiastyczne party – jestem za i trzymam kciuki za potwornie fajną imprezę!

Zresztą pomysłów na ten wieczór może być znacznie więcej:

– maraton horrorów w kinie

– seans  klasyków kina grozy na własnej kanapie

– szalony kinder bal z własnymi szkrabami

– przespanie całego zamieszania w swojej pieczarze tzn. sypialni

– sabat czarownic (czytaj przyjaciółek) rzucających urok na puste butelki po winie

– domówka z konkursem na najbardziej żenujące przebranie

– wieczór w towarzystwie agenta Coopera i Miasteczka Twin Peaks

– impreza w klubie pełnym krwiożerczych wampirów i innych takich

–  lub sam na sam z najnowszą książką od Stephen’a Kinga.

Tak naprawdę w ten wieczór, jak i każdy inny Twojego życia,  jedyne co Cię ogranicza, to Twoja wyobraźnia lub opcjonalnie własne lęki 😉

W każdym razie, cokolwiek postanowisz – życzę Ci upiornie dobrej zabawy!

N.


Masz ochotę na więcej? Sprawdź inne, strasznie fajne wpisy: