Porto – miasto, w które wpadniesz po uszy cz.II

Czołem turyści! Mam nadzieję, że trochę ochłonęliście po ostatnich kulinarnych grzeszkach i nabraliście sporo sił na nowe przygody, bo tych nie zabraknie w drugiej odsłonie naszego spaceru po Porto. Tym razem będzie trochę kulturalnie i trochę magicznie, za to na pełnym luzie. Ciekawi? No to nie ma na co czekać tylko ruszamy z kopyta. W końcu tyle jest jeszcze do odkrycia!

MIASTO ARCHITEKTÓW

notesfromnorthwest_portoii_view3

Ewa Chodakowska z pewnością przyznałaby mi rację, że nasza ostatnia uczta wymaga kary i czas spalić wszystkie nadprogramowe kalorie. Całe szczęście Porto nadaje się do tego wprost idealnie. Miasto położone jest na wzgórzach co zapewnia Wam efekty rodem z San Francisco lub…rollercastera. Nigdy nie wiesz czy kolejna uliczka poprowadzi Cię w górę czy dół, a wspinaczka to nieodłączny element zwiedzania. A jest co! Centralna część miasta kryje same architektoniczne perełki, które doceni nawet największy ignorant. Przykład? Dworzec São Bento ozdobiony od stóp do głów przepięknymi ręcznie malowanymi niebiesko-białymi azulejos (kafle), sprawiający wrażenie, jakby lada chwila miał wjechać na peron Orient Express z Fileasem Foggiem na pokładzie (kto pamięta bajkę W 80 dni dookoła świata?)  Jeśli lubicie klimaty bardziej rycerskie, największe wrażenie zrobi na Was katedra Sé do Porto, za to wszystkim grającym w zielone polecam otoczony cudnymi ogrodami Palácio de Cristal. Tu możliwości jest wiele. Możecie podać ukochanej miasto do stóp, pokazując jej panoramę pierwsza klasa, a potem zagubić się wśród drzew i zieleni…lub…. odtworzyć ulubione sceny ze Star Treka lub innej międzygalaktycznej sagi, bo trzeba przyznać, że projekt samego pałacu jest lekko nie z tej ziemi 😉

notesfromnorthwest_portoii_palacio_cristal

A może po prostu i lekkim przypadkiem znaleźliśmy się na planie trzeciej odsłony Dnia Niepodległości i tym razem kosmici przyatakują w Europie? Hmm… Jeśli tak to warto zadbać o wsparcie tego Najwyższego. Tu świetnie sprawdzi się jeden z najwyższych punktów w mieście, czyli Torre dos Clérigos –Wieża Kleryków. Jedynie 225 stopni i jesteście w niebie!

notesfromnorthwest_portoii_torre

No prawie, za to widok z położonej ponad 75 metrów nad ziemią platformy niebiański jest na bank. Zresztą co będę opowiadać, tylko spójrzcie…

MIASTO MAGII

notesfromnorthwest_portoii_lello2
notesfromnorthwest_portoii_lello3
notesfromnorthwest_portoii_lello4

A może w tym mieście po prostu rządzi magia? Ba, nawet wiem, że pochodzi z Griffindoru! Kto zna Harrego Pottera ręka w górę. Ja też, ale nie miałam pojęcia, że Harry ma portugalskie korzenie!* Wystarczy przejść kilka kroków od Torre dos Clérigos pełną kolorów Rua das Carmelitas by  poczuć, że coś wisi w powietrzu. Nigdzie indziej nie wyrasta spod ziemi zabawnie ubrany Jegomość, by z tajemniczym uśmiechem wręczyć Ci kwiat papieru i pokierować dalej. Jeszcze tylko krótka odprawa z przemiłą mugolką, której wręczasz kilka monet (3EUR), przekraczasz drzwi wiekowej kamienicy, na której mienią się litery Livraria Lello& Irmão i tadam! Lądujesz w Hogwarcie! Serio, serio! Nikt nie wmówi mi, że te pokręcone schody są czymś z normalnego świata, bo z daleka można w tym wyniuchać robotę Dumbledora i spółki.

notesfromnorthwest_portoii_lello4

A kto nie wie o czym mówię, polecam wziąć dodatkowe monety i podczas zwiedzania kupić jedną z potterowskich pozycji, tylko może nie po portugalsku. Albo i po portugalsku! Ten język, zwłaszcza po kilku lampkach wina jest idealny do zaklinania węży i…..Voldemorta. Ups…przecież jego imienia nie wymawiamy 😉

MIASTO MOMENTÓWnotesfromnorthwest_portoii_base

Gdy dłużej się nad tym zastanowić  to pewnie jakiś wyjątkowo mocno trzymający urok lub wywar z jednorożca hasającego nocą po zboczach, ale Porto ma jeszcze jedną wyjątkową cechę. Tu nikomu nigdzie się nie spieszy, tu wszyscy są spokojni, uśmiechnięci i mają czas. W końcu tu zasada slow life, to po prostu life. Można to odczuć na każdym kroku, ale ja na koniec zabieram Was do miejsca, skąd ten luz promieniuje na całego. To właśnie tu, w barze BASE, naprzeciw magicznej księgarni, pora na ukoronowanie całego spaceru, czyli pyszne, perfekcyjnie schłodzone, portugalskie piwo.

notesfromnorthwest_portoii_base3 notesfromnorthwest_portoii_window

Miejsce wypatrzyliśmy jeszcze z Wieży Kleryków i powiem Wam, że był to strzał w dziesiątkę, bo idealnie oddaje charakter tego miasta. W końcu czego można chcieć więcej niż pięknej polany z gajem oliwnym (na dachu kompleksu butików), w którym do relaksu zachęca głos Boba Marleya i przesympatyczna obsługa rodem z Jamajki, a Twoim jedynym problemem jest wybór pomiędzy rozłożeniem się wygodnie na kocyku lub zajęciem strategicznej pozycji przy barze?

Tu wreszcie w połowie sączonego piwa dochodzi do Ciebie, że to miasto w tej swojej niesamowitej mieszaninie kultury, tradycji, cudownego dystansu i luzu jest wyjątkowe. A Ty z pewnością masz ochotę tu wrócić.

Na koniec kilka słów od aspirującej przewodniczki. Nie będę słodzić, że Porto jest mlekiem i miodem płynące, a w każdej uliczce kwitną klomby pełne róż. Jasne, tu także są nieco gorsze dzielnice, budowle rodem z fantazji szalonego komunisty czy niedociągnięcia w postaci opuszczonych kamienic czy obeschniętej trawy. No cóż, Portugalczycy podobnie jak Polacy, do drobiazgów jeszcze zbytnio uwagi nie przywiązują. Nie powiem też, że to kierunek dla każdego, bo lubiący narzekać dopatrzyliby się co najmniej tuzina wykroczeń spokojnych Porto-wców.

Jednak jednego jestem pewna. To miejsce, w którym w mig poczujesz się dobrze, bo tu dobry nastrój unosi się w powietrzu. Jak to możliwe? Być może to kwestia oparów porto przez wieki delikatnie wymykających się z tysięcy beczek i beczułek po obu brzegach Duoro. I chociaż ta wersja brzmi świetnie, to tak naprawdę każdy musi odnaleźć swój sposób na to miasto. Warto  zacząć od długiego spaceru, odnalezienia własnego rytmu i tego luzu, który prędzej czy później zaczyna nas przenikać niczym poranna mgła. A potem najzwyczajniej w świecie zagubić się między klimatycznymi uliczkami i wiekowymi kamienicami, bo tak naprawdę to między tymi starymi murami kryje się prawdziwa, romantyczna dusza tego miasta. A czy nie o miłą atmosferę, relaks i odrobinę magii chodzi na wakacjach?

notesfromnorthwest_portoii_river

 

Nie czytaliście I części subiektywnego przewodnika po Porto?

CZĘŚĆ I

*Otóż mało kto wie, że J.K. Rowling na początku lat dziewięćdziesiątych była żoną portugalskiego dziennikarza Jorgema Arantesa, dla którego przeniosła się z chłodnej Anglii do Porto. Porównując aurę obu miejsc, pewnie mocno ciężki wybór to nie był 😉 Ale wracając do tematu, legenda mówi, że podczas swojego pobytu autorka bardzo często zaglądała do lokalnej księgarni Livraria Lello&Irmão (tuż obok Wieży Kleryków), która dzięki swojemu niesamowitemu wnętrzu zainspirowała ją do stworzenia świata magów i mugoli, w niemałym stopniu wpływając na wygląd Hogwartu. I nie ma się co dziwić, bo zarówno fasada jak i wnętrze to kunszt wyobraźni projektantów i mistrzostwo precyzji wykonania. Ale to nie koniec śladów Pottera w Porto. Podobno sporą cegiełkę do sagi dołożyła również najstarsza kawiarnia w mieście Cafe Majestic, będąca perłą stylu art nouveau. Niestety, tym razem nie udało mi się wypić tam kawy, ale kiedyś, za jakiś czas…. Może też zacznę wtedy spisywać pierwsze szkice książki na kawiarnianej chusteczce? W końcu J.K. Rowling przyniosło to szczęście 🙂

 

N.


Przeczytaj także: