Melodie emocji czyli relacja z koncertu Mariki

Kochani, wiem, wiem i biję się w pierś, bo długo mnie tu nie było. Na swoje jedyne usprawiedliwienie mam to, że wzięłam mocno do serca swój ostatni post o spełnianiu marzeń i całą swoją energię, wszystkie ręce, nogi, myśli i słowa zaangażowałam na 200% w realizację niespodzianki dla bardzo, bardzo bliskiej osoby. Powiem tylko, że przygotowań i nerwów było sporo, ale mina ukochanej Maminki po otrzymaniu prezentu, będącego przepustką do spełnienia jej marzenia– bezcenna. Aż korci, by zadać pytanie, co sprawia większą frajdę, spełnianie swoich planów i marzeń czy pomoc w ich spełnieniu swoim najbliższym?

Ale to nie koniec… bo ten wpis miał chyba w sobie coś magicznego. A może to po prostu fakt, że gdy przelałam wszystkie myśli na literki w WordPressie, sama zaczęłam brać bardziej na serio własne plany 😉 W każdym razie, być może to magia, być może większa wiara  w siebie, ale mi też w przysłowiowym międzyczasie udało się spełnić jeden mały punkcik z listy.

Jaki? O tym za moment.

Na Północ

To, że jestem muzycznym zakrętasem chyba większość z Was już wie. W muzyce najbardziej cenię emocje. To właśnie one sprawiają, że konkretne nuty trafiają do nas wyjątkowo mocno, a inne są nam zupełnie obojętne. Potrafią poruszyć do głębi, obudzić wewnętrznego wojownika lub wprowadzić w cudownie pozytywny nastrój i przywrócić to uczucie, gdy wszystko jest możliwe. Jak połączyć wszystkie te cechy w jedną spójną melodię? Na to pytanie doskonale zna odpowiedź Marika, a raczej Marta Kosakowska, która w trzeci weekend kwietnia była gościem honorowym na otwarciu nowego lokalu w Szczecinie – Rotundy Północnej. Idoli muzycznych mam kilku, muzycznych inspiracji znacznie więcej, jednak to głos Mariki Marty Kosakowskiej w ten sobotni wieczór totalnie skradł moje serce i właśnie tymi emocjami chciałabym się z Wami podzielić.

Część z Was może zadać pytanie, po jaki czort pisać o koncercie, który miał miejsce prawie dwa tygodnie temu? Śpieszę z odpowiedzią, że powodów jest co najmniej kilka. Marika sama w sobie, będąca osobą przepełnioną do szpiku kości pozytywnymi wibracjami, pełna wrażliwości muzyka i na koniec nowa płyta Marty (mająca w tytule jej oryginale nazwisko Marta Kosakowska), której wstyd chociaż raz nie posłuchać. A gdy już ją włączysz, wpadniesz po uszy, bo to kawał naprawdę pięknej, wysmakowanej muzyki pokazującej, jak dobra może być polska twórczość.

Samo miejsce koncertu, nowość na imprezowej mapie miasta, jakoś nie wywarło na mnie wielkiego wrażenia. Ci, którzy mieli okazję być w mieszczącym się wcześniej pod tym adresem Chrobrym, nie zauważą wielu różnic. Oprócz braku miliona „historycznych” pierdółek i odmalowanych ścian – większych zmian nie odnotowałam. Także samo otwarcie lokalu oczami wyobraźni widziałam lekko inaczej. Jakoś tak po cichu liczyłam na flesze, czerwone dywany, ściankę i inne takie, a tu skromnie, bez pompy, tak…normalnie 🙂 Jako support w dobry nastrój wprowadzał gości szczeciński OHO!KOKO! i trzeba przyznać, że naprawdę fajnie było ich posłuchać. Nie dało się jednak ukryć, że większość publiczności rozglądała się za główną gwiazdą wieczoru.

Mała wielka zmiana

I tu zaskoczenie! Wszystkim, którzy spodziewali się burzy warkoczyków, dancehallowych beatów czy rastamańskiej energii Marika spłatała niezłego figla. Tuż po 22.30 na scenie pojawiła się bowiem, nie roztańczona królowa polskiego R’n’B, ale eteryczna, a jednocześnie dojrzała Marta Kosakowska, zaskakująca nie tylko nowym wyglądem, ale przede wszystkim dobitnie innym repertuarem.

Już w rozpoczynającym koncert A Jeśli to Ja, mogliśmy poczuć przedsmak magii wieczoru, gdy obok delikatnego wokalu pojawiły się klawisze, perkusja, saksofon, przecudne skrzypce i altówka – a wszystko to na żywo! Idealnie skrojone pod każdy z utworów wizualizacje tylko dopełniały całości, a każda kolejna kompozycja upewniała w przekonaniu, że mamy do czynienia z doskonale przemyślaną, perfekcyjnie wyważoną i kipiącą mieszanką emocji twórczością, w której artystka szczerze i bez cienia wahania opowiada o tym, co w życiu najważniejsze.

melodie emocji czyli relacja z koncertu mariki notesfromnorthwest_pl2

Kolejne 1000 Lamp z wywołującą dreszcze solówką na saksofonie, poruszające Jak Rozmawiać, czy poprzedzony wzruszającą dedykacją do wszystkich skłóconych Drugi Dzień sprawiały, że publiczność totalnie zanurzała się w serwowanych dźwiękach.  Co ujęło mnie wyjątkowo mocno to pełne humoru, ciepła i uśmiechu komentarze Mariki do każdego z prezentowanych utworów, dzięki którym można było również dostrzec jak bardzo sama wokalistka przeżywa każdą z kompozycji.

Na uwagę zasługuje również duet z Tomaszem Busławskim, zwanym Buslavem w jedynej kompozycji z nowej płyty w języku angielskim pt. Trees. Warto wspomnieć, że Tomasz, serwujący podczas koncertu zmysłowe dźwięki saksofonu, jest również  współautorem tekstu i muzyki do tego utworu, a jego szczególny stosunek do piosenki dało się wyczuć podczas występu.

Nie mogło również zabraknąć pierwszego singla promującego płytę, a jednocześnie chyba najbardziej tanecznego utworu na albumie, Tabletki. Na krążku Marice towarzyszy Klaudia Szafrańska z Xxanaxx (sprawdźcie jak było na ostatnim koncercie zespołu w Szczecinie), ale i w pojedynkę Marta rozkręciła publiczność, a ta udowodniła, że Szczecin potrafi nieźle zatrząść bioderkiem i poruszać nóżką!

Prosto w serce

Szybsze rytmy do tego stopnia rozbudziły apetyty słuchaczy, że nie było mowy o zakończeniu koncertu bez bisu. Moje ciche nadzieje się ziściły, bo na koniec mogliśmy wysłuchać jednej z najbardziej pozytywnych piosenek artystki- moje ukochane, cudne, piękne Moje serce.

Jednak już będąc pod sceną musiałam przyznać sama przed sobą, że nowe kompozycje swoim stylem dość mocno odbiegają od poprzednich płyt artystki. W całym nowym materiale, prezentowanym podczas koncertu dało się odczuć zdecydowaną zmianę, jaka nastąpiła nie tylko w warstwie muzycznej, której teraz bliżej do elektroniki i avant popu, ale jakkolwiek to zabrzmi – duchowej. Bez ogródek, Marta nie boi się poruszać tematów trudnych , często bolesnych ale również pięknych, a przede wszystkim sensualnych. I trzeba przyznać, potrafi przy tym trafić w punkt…lub prosto w serce 🙂

Tym bardziej miałam lekki niesmak obserwując niektórych z koncertowiczów, którzy chyba nie do końca potrafili odnaleźć się w tych dźwiękach, co skrzętnie zagłuszali przygłośnym paplaniem. Nie wiem czemu, ale zawsze mnie to boli. Może po prostu taka muzyka nie jest przeznaczona na wielkie sale czy huczne imprezy. W taką muzykę warto się zanurzyć, wsłuchać w oplatające Cię słowa i dźwięki, a ma się wtedy szansę odkryć coś wyjątkowego. Zresztą, posłuchajcie sami, może odnajdziecie w tej płycie odpowiednie nuty dla siebie…

melodie emocji czyli relacja z koncertu mariki notesfromnorthwest_pl

Marzenia? Proszę bardzo

Ja swoje odkryłam już podczas koncertu, a tuż po nim przyszła kolej na spełnianie małych marzeń z Wishlisty. Marika bowiem nie opuściła klubu i wraz z całym zespołem postanowiła zostać i spotkać się z fanami. Dzięki temu miałam szansę przekonać się, że Marta jest nie tylko niesamowicie zdolną artystką, ale przede wszystkim przepełnioną optymizmem i cudownie pozytywną osobą. Zresztą, jak tak teraz sobie pomyślę, to coś musi być w tym mówieniu marzeń na głos. Jak niby inaczej wytłumaczyć, że jeszcze dwa tygodnie temu nieśmiało pisałam Wam o nich, a zaraz potem bum! Piękny koncert, spotkanie z jedną z ulubionych polskich wokalistek i wspólne tańce na parkiecie w rytm Filionki? 🙂

Wniosek jest jeden Kochani, trzeba wierzyć w marzenia!

N.


Przeczytaj także posty: