Kosmiczne wibracje czyli relacja z koncertu Moniki Brodki

Tajemnica z lekką nutką mistycyzmu. Tak w skrócie można by opisać najnowszą trasę koncertową Moniki Brodki. Bo Clashes Tour to wydarzenie, dla którego trudno by było znaleźć odpowiednik na polskiej scenie muzycznej. I właśnie ta inność, wyjątkowość, ten czysty brodkoizm sprawia, że na koncerty młodej wokalistki ustawiają się tłumy. Nie inaczej było w ostatni wtorek w Szczecinie.

Twórczość Moniki śledzę od dawna. To niewiarygodne ile muzyki i talentu mieści się w tej filigranowej kobiecie. Co więcej, sporo tam miejsca na oryginalność, wierność sobie i temu co w jej sercu, nie w radio, gra. A do tego ogromna siła, by te wszystkie emocje przełożyć na język muzyki, i to w jakim stylu!

Jeśli ktoś spodziewał się słodkiej dziewczyny śpiewającej Miałeś być przy niej, miałeś być na każdy znak tuż po dwudziestej mógł przeżyć lekki szok, gdy wokół lekkiej mgły i woni kadzideł scenę Filharmonii Szczecińskiej opanowała dojrzała artystka z konkretną wizją. Wizją z początku nieco onieśmielającą, lekko psychodeliczną, niczym zapożyczoną z planu filmowego Stanleya Kubricka, gdzie ekscytacja miesza się z niepokojem. Być może to celowy zabieg Brodki, która od pierwszego dźwięku poprowadziła koncert po mistrzowsku, udowadniając, że na ten wieczór warto było czekać.

notesfromnorthwest_kosmiczne_wibracje_clashes

źródło: FB Monika Brodka

Trzeba przyznać, że całość widowiska została skrojona pod nowy materiał Moniki, zaczynając od dziesięcioosobowego zespołu, który co rusz zaskakiwał nas przy kolejnych często fantazyjnych aranżacjach, przez dobór instrumentów w tym przyprawiających o lekki dreszczyk organów czy dzwonków, po samą stylizację artystki i wybór koncertowej setlisty, która zawierała zaledwie garść piosenek z wcześniejszych płyt.

W takim klimacie utwory będące singlami promującymi album Clashes, czyli Up In The Hill, Santa Muerte czy uwielbiane przeze mnie Horses, prezentowały się kosmiczne, a jakość dźwięku Filharmonii tylko potęgowała emocje. Nie mogę jednak pominąć innych kompozycji z tego krążka, które chociaż mniej znane, tego wieczoru totalnie mnie uwiodły.

notesfromnorthwest_kosmiczne_wibracje_scena

źródło: FB Monika Brodka

Pierwszym jest Funeral, przy którym pewnie większość widowni wbiło w fotel (mnie tak). Drugim zaś kompletnie inne w aranżacji i emocjach My Name is Youth, przy którym artyści praktycznie roznieśli scenę. Nie bez znaczenia była w tym przypadku wręcz genialna oprawa świetlna, która w połączeniu z ruchomymi lustrzanymi reflektorami, dopełniała każdy z kolejnych numerów, pozwalając widowni powoli zatapiać się w świecie, w który wciągała nas Monika.

Tym bardziej ciekawym było usłyszenie starszego repertuaru w nowej, bardziej awangardowej odsłonie i chociaż artystka ograniczyła się zaledwie do kilku utworów wplatając je pomiędzy nowy materiał, trzeba przyznać, że przynajmniej dla mnie, wybór piosenek był trafiony w dziesiątkę! Na początek K.O., na które czekałam jak głupia, potem Dancing Shoes zagrane na organach przez samą Monikę, a na deser francuskie Excipit, które brzmiało po prostu pięknie.

Jednak największą niespodziankę muzyczną wokalistka zostawiła na bis, gdy po długiej owacji publiczności wróciła na scenę. To właśnie wtedy mieliśmy okazję wysłuchać jednej z najbardziej oryginalnych i lirycznych interpretacji tego wieczoru – Heart Shaped Box Nirvany, będącym jednym z ukochanych utworów artystki.

notesfromnorthwest_kosmiczne_wibracje_monika

źródło: Instagram Moniki Brodki

Z pewnością większość się ze mną zgodzi, że ładunek emocji jaki zarówno sama artystka jak i wspomagający ją muzycy, w tym fenomenalny Krzysztof Zalewski, zaserwowali nam tego wieczoru sprawił, iż salę opuszczało się w lekkiej hipnozie.

Z pewnością ten koncert nie należał do najłatwiejszych, a materiał do tych, które nuci się pod prysznicem. Tu rządziły uczucia, często bardzo skrajne, burzliwe, nostalgiczne, poruszające do głębi.

Tu też, pośród mnóstwa instrumentów, kosmicznych świateł, kadzideł, w nastrojowej atmosferze Filharmonii mogliśmy spotkać się z czymś wyjątkowym. Z wrażliwością muzyczną i talentem nie z tej ziemi.

N.

 

PS. Niestety nie posiadam zdjęć z koncertu. Według polityki Filharmonii Szczecińskiej obowiązuje zakaz fotografowania i nagrywania występów, co w gruncie rzeczy jest fajne. Publika skupia się na muzyce 🙂


Przeczytaj także: