Jak się nie dać zwariować na Święta

Zastanawialiście się kiedyś po czym najbardziej widać, że zbliżają się kolejne Święta? Nie, nie po reklamach majonezu od połowy stycznia i zajączkach wyskakujących niemal wprost spod walentynkowych serduszek. Tu chodzi o coś innego i nie mam pojęcia jak to się dzieje, ale akcja powtarza się za każdym razem.

Po prostu, najzwyczajniej w świecie cały nasz kraj ogarnia totalny, przedświąteczny szał! Pod sklepami dantejskie sceny i kolejki jakby znów rzucali papier, a od nerwowej atmosfery w powietrzu można by odpalać fajki! A to pani sąsiadce dobry kawał schabu sprzątnęła sprzed nosa, a to za słabo skręcone pęta kiełbasy i do tego barwniki do jajek w Biedronkowej promocji za 5 groszy mniej, więc nie ma bata trzeba zapitalać od jednej do drugiej po mieście i walczyć o swój przydział, bo inaczej Świąt nie będzie. Dobrze, że to nie karb, bo dopiero by była akcja 😉
Tak czy inaczej, napinamy się wszyscy. Ci co walczą o swoje racje w kolejkach, ci próbujący się przedrzeć przez tłum w centrum handlowym i ci, niczym przyczajony tygrys ukryty smok, polujący na ostatnie wolne miejsce na parkingu przed supermarketem. Ba! Nawet ci, co próbują jakoś w tej wielkanocnej gorączce przetrwać i uratować swoje nerwy od zbytniego zbaranienia.

Tylko czy można jakoś inaczej?

Ano można. Można wpuścić trochę wiosennego luzu i nabrać dystansu. W końcu Święta nie są od zadęcia i wielkiej pompy, a od miłego czasu z najbliższymi. Jak zatem nie dać się zwariować, przeżyć  i po prostu dobrze się bawić? Mam na to kilka patentów.

 

Obierz taktykę

Synonimem słowa Święta powinno być nic innego jak jedzenie, bo od ilości potraw, półmisków i salaterek załamał się już niejeden polski stół, a mechanizmy Google co roku nie nadążają w wyszukiwaniu porad na poświąteczne zrzucenie oponki. Niby nikt nie zmusza do jedzenia, ale sęk w tym, że mamuśka/ teściowa/ żona/ dziadek serwują same pyszności, o których na samą myśl dostajesz ślinotoku.

Nic więc dziwnego, że potem podczas wielkanocnego śniadania ładujesz na talerz ile się da. Jeśli nie nałożysz teraz, potem nie będzie, w końcu wujek z wąsem już się czai w rogu i zaraz świśnie wszystkie kiełby, a zresztą nawet jeśli chciałabyś sobie coś podobnego przyrządzić na własną rękę, na bank nie wyjdzie takie samo. Wiem, rozumiem i jestem w tym z Wami. Też mam wujka z wąsem.

Ale gdyby w całym tym żarłocznym szaleństwie znaleźć metodę? Metodę jednej łyżki. Brzmi banalnie i głupio, ale mała zmiana może uratować Waszą wątrobę z otchłani piekieł przeżarstwa. Wystarczy za każdym razem przy nakładaniu czegokolwiek, wrzucać na talerz o jedną łyżkę mniej. Zamiast trzech łyżek sałatki, dwie, zamiast 4 jajek z majonezem, 3 itd. Niby nic nadzwyczajnego, ale za kilka dni narządy wewnętrzne i ulubione jeansy Wam podziękują!

Włącz opcję filtrowania

Ach czy nie wszyscy wprost kochamy te cudowne i jakże taktowane „złote rady” i komentarze lecące w naszą stronę od ciotek/wujków/stryjenek i innych rodzinowatych, po wysłuchaniu których jedyne na co mamy ochotę to rzucić się z mostu?

Niby widzisz kobietę pierwszy raz od 7 lat, ale ona najlepiej wie, że to dla Ciebie ostatni dzwonek na złapanie jako takiego kandydata na męża bo widać, że latka nie te. Tylko nie bądź wybredna, bo urodą nie grzeszysz i niestety masz to po matce – co innego, gdybyś wdała się w jej stronę rodziny. Zapomina przy tym wspomnieć o swoim bujnym życiu i podbojach na staropanieństwie oraz związku z 19-letnim wyleniałym Mruczkiem.

Wszyscy znamy te numery i pewnie nie raz oberwaliśmy z podobnego kalibru, dlatego dziś zalecam włączenie opcji filtrowania, a najlepiej sprzężonej z drugą tzw. mute 🙂 Jak jej to pomoże, niech sobie nawija swoje mądrości, Ty za to najzwyczajniej w świecie totalnie i z premedytacją miej wywalone na te pierdoły, a w głowie odpal swój ulubiony kawałek. Może i kobiecina chce dobrze, ale skoro widzi Cię raz na 7 lat, to skąd ona może wiedzieć co tak naprawdę jest dla Ciebie dobre?

Zmyj komuś głowę

Nie wiem jak Wy, ale ja nie lubię zbytnio nadętej i poważnej atmosfery, wolę swobodę i luz jaki pamiętam z dzieciństwa. Wtedy wszystko było łatwiejsze, fajniejsze i pełne radochy. I właśnie o tę radochę mi chodzi. No bo przyznajcie, też planowaliście i kombinowaliście jakby tu najbardziej zaskoczyć domowników w Lany Poniedziałek i zlać ich na całego? Ja toczyłam z bratem i rodzicami istne wojenki, nie raz lądując w piżamie w wannie pełnej lodowatej wody 😀

I jak o tym teraz pomyślę to się zastanawiam…czemu jako dorośli o tym zapominamy? Przecież Lany Poniedziałek to nadal Lany Poniedziałek, więc zamiast spać do południa można nieźle zaskoczyć swoją rodzinkę mokrą niespodzianką i dać sporo zabawy nie tylko swoim dzieciakom, bratankom czy siostrzeńcom, ale i sobie! To co, że stare z Was konie, w tej grze nie ma limitu wiekowego, a wygrywa przebiegłość i …większa psikawka 😛

Weź nogi za pas

Nie mam pojęcia skąd wziął się ten zwyczaj, ale każde Święta wyglądają tak samo – rodzinka zajmuje miejsca przy stole i okupuje je przez trzy dni, ruszając się tylko do kuchni po kolejne porcje żarełka. A ja na to mówię – Złam zasady i weź nogi za pas! Dokładnie i w przenośni.

Nie musi to być nic wielkiego, po prostu odklej cztery litery od krzesła i wyjdź. Gdziekolwiek. Zaplanuj popołudnie na rowerach z dzieciakami, zabierz siostrę na rolki, rodziców na kijki, albo po prostu najzwyczajniej w świecie idź na spacer. Odrobina ruchu świetnie wszystkim zrobi, a po powrocie będzie większy apetyt na ciacho!

A co jeśli pada?  Też wyjdź, chociażby z kuchni do salonu i zarządź rodzinne rozgrywki w planszówki lub cokolwiek innego, co chociaż na chwilę oderwie Waszą ekipę od stołu.

Świętuj po Twojemu

To teraz najważniejsze. Olejcie wszystkie sposoby, rady oraz wszystko co przed chwilą przeczytaliście i po prostu wrzućcie na luz. W końcu Święta nie są od zapierdzielania, zbiorowego mycia okien i orki w kuchni, więc warto po prostu odpuścić – sobie i innym. Jest w końcu tyle lepszych sposobów na spędzenie tego czasu, a jakich to zależy tylko od Was.

Po prostu w te Święta róbcie to, na co tak naprawdę i najbardziej macie ochotę. Nawet jeśli w ten sposób życie straci kilka słodziutkich czekoladowych zajączków. No cóż, nawet w Święta można zgrzeszyć… 😉

Zatem udanych Świąt, bawcie się dobrze!

N.


Zerknij także na inne posty: