Jak rozpętałam Mrozomanię?

Dzisiejszy post to protest, bo tak się nie robi. Po prostu to nieprzyzwoite i koniec. W dzisiejszych czasach, w erze smartfonów, laptopów, pikających w kółko sygnałów powiadamiających o kolejnych zadaniach do zrobienia, pomiędzy wszelkimi aktywnościami, pasjami i wciąż nowymi planami na zwiększenie swojej efektywności, po prostu wredostwem jest pisanie książki, która wyłącza człowieka z życia społecznego na dobre kilka dni. Kto tak robi?! Że niby ja mam czas siedzieć z nosem między kartkami i skubać palce z nerwów, bo martwię się o bohatera, a tam w kuchni wszystkie witaminy z mojego zbilansowanego posiłku właśnie się przeterminowują? Że mogę zawalić wieczór i mieć zaległości w serialach, kiedy właśnie Elka Singielka już prawie wita się z gąską, znaczy miłością swą, a w Ślubie od Pierwszego Wejrzenia emocje jak na ringu? A kto zrobi cross fit, nowe foto na Insta, a jeszcze zakupy, pranie, gotowanie…

I jeszcze jedno. Gdzie oni są? Ci wszyscy moi przyjaciele?

Powiem Wam, gdzie. Schowali się. Pożarła ich pewna lektura i dobrze wiem czyja to wina. To mróz. Remigiusz Mróz.

Nic tego nie zapowiadało…

Zaczęło się niewinnie. Na początku roku wpadłam w sieci przez przypadek na  recenzję jednej z powieści tego młodego autora, a potem całkiem nieoczekiwanie pod wpływem impulsu kupiłam jego pierwszą książkę. Jaka ja byłam naiwna sądząc, że to nic nie znaczy, a raptem kilka tygodni później całkowicie nieświadoma niczego popełniłam wpis o Zimie z dreszczykiem zachwalając jego twórczość. Nagle okazało się, że kolejne tomy nie wiadomo kiedy lądują w moich rękach, a ja sama zaczynam zarażać mrozomanią swoich najbliższych.

notesfromnorthwest_mrozomania_insta

Na efekty nie trzeba było długo czekać. Pierwszą ofiarą był Tata. Jako wierny fan szczecińskiej blogosfery zaraz po przeczytaniu mojego postu zabrał się za lekturę. Wróć! Żeby było szybciej porwał się na audiobooka, a mój telefon nagle ucichł, no bo Tata nie ma czasu, Tata słucha.

Pierwsze oznaki epidemii…

Kompletnie zignorowałam sygnały, a zaledwie kilka tygodni później przyszła pora na eM. W końcu zwrócił uwagę na książki przez które ciężko było znaleźć wolną miejscówkę na kanapie i z ciekawości jedną z nich otworzył. No….i tyle go miałam dla siebie. Głupia zostawiłam mu na pierwszy ogień trylogię z komisarzem Forstem, a potem zastanawiałam się co się z nim dzieje. Nieobecny wzrok, małomówność i ciągle przylepiona lektura do twarzy to podstawowe objawy tego zjawiska, a mimo to nie reagowałam nawet kiedy podczas wymarzonego urlopu siłą musiałam wypychać go z apartamentu i obiecywać, że wrócimy wcześniej, by mógł dokończyć kolejny rozdział.

A przyjaciele? No właśnie. Na fali entuzjazmu bez wahania polecałam na imprezach poszczególne książki, a potem z lekkim zdziwieniem obserwowałam jak poziom smsów, telefonów i spotkań spadał proporcjonalnie do ilości pożyczanych przeze mnie egzemplarzy. Wyniku nie zaburzył nawet fakt, że eM postanowił wykupić pół Empiku i wejść w posiadanie wszystkich powieści wydanych przez młodego autora, bo najlepsze koleżanki zaczynały przysypiać przy kawie po zarwanych nocach spędzonych w towarzystwie ulubionych postaci.

… i jej efekty

Jednak dopiero dziś, prawie rok od momentu, gdy pierwsza powieść wpadła w moje ręce, dotarło do mnie to, do czego doprowadziłam. To właśnie dziś usłyszałam od pewnej osóbki, że postanowiła odłożyć na bok Shantaram G.D. Robertsa, będący jednym z najgłośniejszych światowych bestsellerów 2016 roku i zabrać się za lekturę Remigiusza Mroza. Bo podobno jest dobry, bo podobno warto, bo wszystkich wokół dopadła mrozomania.

notesfromnorthwest_mrozomania

Co ja dobrego narobiłam? Jak mogłam wciągnąć w to wszystkich wokół i jak mam się teraz opamiętać, gdy kolejne pozycje pojawiają się w księgarniach jedna za drugą, a wszystkie pachnące świeżością, pełne tajemnic i buzujące od emocji.

I w końcu jak odzyskać kontrolę nad tym wszystkim? Przecież statystyczny Polak tyle nie czyta, przecież to zaburza badania, a internetowi jest przykro. A w ogóle to taki młody pisarz nie może tyle tworzyć, bo się całkiem wypstrzyka z tych pomysłów.

No chyba, żeby to wszystko jakoś pogodzić, akcję osadzić w Szczecinie, a bohaterkę stworzyć lekko zwariowaną, z dużą dozą sarkazmu i zacięciem do internetów. Bo tak coś czuję Panie Remigiuszu, że z tej mojej epidemii mógłby wyjść niezły thriller, a Wy jak myślicie?

N.

PS. I uważajcie, nowy Mróz is coming (Świt, który nie nadejdzie miał premierę 9 listopada) i może to Wy będziecie kolejną ofiarą……


Przeczytaj także: