Fajni ludzie i ich priorytety

Plan był zupełnie inny. Oparty na wynikach niedawnej ankiety i zgodny z wcześniej ustalonym, tajnym grafikiem postów. Jednak jak to w życiu bywa, w przypływie chwili wszystko poszło się …gonić, bo oto mam wenę.

Żeby było śmieszniej, a może bardziej dramatycznie, ten post powstaje na miniaturowym komputerku w przedziale klasy drugiej pociągu relacji Warszawa- Szczecin (gdzieś na wysokości Łowicza).

A wszystko za sprawą zeszłego weekendu, a bardziej precyzyjnie Inspiration Day i kilku słów, które padły ze sceny podczas całego dnia. Dla wyjaśnienia – Inspiration Day to rodzaj konferencji, która od kilku lat odbywa się w Szczecinie, a jej główną tematyką jest oczywiście inspiracja, pobudzenie kreatywności i rozdanie kilku kopniaków do działania.

Nie chcę przytaczać wszystkiego co usłyszałam i robić relacji minuta po minucie, bo w tej całej idei nie o to chodzi. Tu liczy się to, by dzięki prelekcjom, ktoś coś zrozumiał, wziął sobie do serducha lub po prostu zaczął patrzeć na pewne tematy inaczej.

Może mogłabym to lepiej ubrać w słowa i opisać w bardziej finezyjny sposób, ale niestety gość siedzący za mną potrafi bardzo skutecznie rozpraszać dobrze niosącym się po przedziale barytonem:)

Ooo! Zamilkł, więc piszę póki znów nie chwyci za telefon…

 

W tym tygodniu miałam Was zabrać na Sardynię, ale wycieczka przełożona. Przełożyłam też kilka innych spraw, bo postanowiłam odrobić lekcję, którą dostałam od całej siódemki tegorocznych prelegentów,w tym Jacka Walkiewicza, Angeliki Chrapkiewicz-Gądek, naszego lokalsa Pawła Krzycha czy Jarosława Kuźniara.

Ich przemówienia różniły się poziomem emocji, ilością anegdot czy formą przekazu. Jednak to co najważniejsze pojawiło się u wszystkich – temat Twojego własnego podejścia do życia.

Do wyzwań, do ludzi, do emocji, do marzeń i do reszty świata. Do tego, by nie bać się spojrzeć prawdzie w oczy, być ze sobą szczerym. I nie bać się uwierzyć w siebie, postawić swoje marzenia i potrzeby na pierwszym miejscu i mieć siłę, by o nie zawalczyć.

Ktoś zaraz powie, ze namawiam do narcyzmu i bycia wyniosłą sucz. Niestety to nadal popularny zarzut w naszym kraju. Bo w Polsce wiara w siebie i swoje możliwości od razu traktowana jest jak zboczenie, stąd tak mało wśród nas osób, które pewnym krokiem idą po swoje. I tak dużo sfrustrowanych, wszystkowiedzących hejterów. Jakoś to ciśnienie zejść musi, a przecież  łatwiej czepiać się innych, zamiast samemu zacząć działać.

Nie, nie namawiam do bycia nadętym burakiem. Zachęcam do tego, by mieć odwagę postawić na siebie, a przede wszystkim mieć odwagę uważniej przyjrzeć się swoim priorytetom i w razie potrzeby je zmienić/totalnie przewartościować/ podrasować/odwrócić do góry nogami lub co tylko chcesz. Niepotrzebne skreślić.

Żeby była jasność, nie jestem chojrakiem w tym temacie, a dobitniej to totalna ze mnie dupa z uszami. Nawet się już do tego przyzwyczaiłam, ot taki urok, ale w te sobotę dotarło do mnie jedno.

Szkoda życia na bycie uszatym tyłkiem, skoro mogę w tym samym czasie zakasać rękawy, poprzerabiać kilka spraw w głowie i zacząć robić tyle niesamowitych rzeczy!

Jasne, z dupiatości nie wyleczysz się w jedną noc, to oczywiste. To proces i to często złożony, ale najważniejsze to podjąć działanie.

 

I takie właśnie zadanie stawiam przed sobą. I Tobą. Na początek – priorytety, bo to z nimi trzeba zrobić porządek.

Jak?

Przyznać co jest naprawdę ważne

Przemyśleć co to daje i dlaczego jest tak ważne

Znaleźć w codziennym życiu więcej miejsca na te ważności

Nie obiecywać, po prostu zacząć to robić

Nie bać się

Olać życzliwie krytykujących

I w końcu cieszyć się całą drogą, nie tylko finiszem.

 

Wiadomo, łatwiej o tym pisać i planować, niż wdrożyć w życie.

Dlatego nie trzeba od razu przeprowadzać rewolucji i wywracać wszystkiego do góry nogami. Można postawić na metodę mniejszych kroków, za to podjętych nie za 5 lat, a tu i teraz.

Po całym dniu w pracy lub na uczelni dać sobie chwilę oddechu i zamiast lecieć z mopem przez mieszkanie, złapać za książkę albo lampkę wina.

Spędzać więcej czasu z ludźmi, na których zawsze możesz liczyć. Zamiast kolejnego wieczoru z serialowymi przyjaciółmi z tv, spędź go z tymi realnymi, a różnicę poczujesz od razu.

Od czasu do czasu wziąć sobie wolne od świata i zanurzyć się całkowicie w to, co lubisz robić najbardziej. I ważne, żeby sprawiało Ci to mega radochę.

Może brzmi banalnie, ale nawet największe światowe rewolucje zaczynały się od wykonania pierwszego kroku, a tak naprawdę od podjęcia decyzji.

I coś jeszcze.

Jeśli średnio Was przekonałam, może lepiej pójdzie  Ks. Jackowi Stryczkowi, stojącemu na czele akcji Szlachetna Paczka i będącemu jednym z prelegentów tegorocznej edycji Inspiration Day. Ksiądz w swoim wystąpieniu powiedział pewne zdanie, które mocno zapadło mi w pamięć i które trafia w samo sedno:

Fajni ludzie przyciągają innych fajnych ludzi, ale żeby być fajnym człowiekiem dla innych, najpierw trzeba być fajnym i dobrym dla siebie.

 

Nie wiem czy to prawda, ale ja facetowi wierzę.

I tak sobie myślę, że chyba dorosłam do tego, żeby być fajną. Dla siebie też.

A Ty? Jesteś fajny dla siebie samego?

N.

 

P.S. Dla tych, którzy czują się zawiedzeni- spokojnie, post o Sardynii wkrótce 🙂


Masz ochotę na więcej fajnych postów?