Definicja szczęścia

Ten post długo siedział w mojej głowie. Sporo czasu zajęło mi także zdecydowanie w jakie słowa ubrać myśli, którymi chciałabym się z Wami podzielić. Mam nadzieję, że koniec końców, udało mi się to całkiem nieźle.

Porozmawiajmy chwilę o szczęściu. Czym ono właściwie jest i czy w ogóle istnieje jakaś ogólna definicja? W zasadzie trudno doszukiwać się jednej, właściwej odpowiedzi na to pytanie, chociaż patrząc na otaczającą nas rzeczywistość mogłoby się wydawać inaczej.

Otóż dzięki postępowi technologicznemu mamy obecnie cały wachlarz mediów. Wystarczy jeden klik, jeden ruch ręką, a szanowny Internet, telewizja, prasa, przekazy live i wszystko co sobie dusza zapragnie stanie przed nami otworem. A co to ma wspólnego z tematem?

Jednorożce i diamenty

Sporo, zwłaszcza, że to dzięki tym przekaźnikom każdy głupi wie, jak wygląda szczęście. To wielki wybuch niepohamowanej radości, przepełniony cudowną ekstazą, gdy na niebie pojawia się tęcza, po której pędzący jednorożec rozsypuje brokatowy deszcz, zawsze gdy wyglądasz jak idealnie wyfotoszopowana długonoga blondynka, gdy Twój chłopak oświadcza Ci się, przy zachodzie słońca, płynąc na grzbiecie delfina i wręczając 87 karatowy różowy diament, gdy odbierasz klucze do swojej pięknej posiadłości z 5 basenami lub gdy w wieku 25 lat zostajesz nowym Steve’m Jobsem, tworząc rewolucyjny I-Pear 😛

notesfromnorthwest_pl male szczescia

Wszystko pięknie, ładnie. Niby zdajemy sobie sprawę, że jednorożce nie istnieją, że to tylko obrazy i wyretuszowana rzeczywistość. Gorzej, że ich treść często potrafi zostać w naszej podświadomości, rzutując nie tylko na naszą wizję, ale i własne oczekiwania wobec naszego życia.

Fajerwerki z Jobsem

I tak oto, nakręceni soczystymi obrazkami, chociaż mielibyśmy się zatyrać na śmierć zaczynamy niesamowitą pogoń za naszym wyśnionym szczęściem, naszym spieprzającym ciągle sprzed nosa króliczkiem, bo już w głębi ducha nie możemy się doczekać tych zapierdzistych fajerwerków, tej euforii, gdy wreszcie to szczęście dopadniemy.

Dygamy więc 3 razy dziennie na siłkę, by wreszcie mieć zamiast brzucha tarkę, skreślamy w przedbiegach wszystkich facetów, którzy odbiegają od wzoru (wyciętego z Cosmo zdjęcia Bradleya Coopera) lub nie mają delfina i po raz piąty czytamy (tym razem wersję rozszerzoną) biografię Jobsa w nadziei, że chłop przemycił w swoich przemówieniach jakieś wskazówki dla potomnych.

Nie myślcie, że kpię! Co więcej, przykład nr jeden wzięłam z własnego podwórka:) Sęk w tym, że łatwo się w tym wszystkim mocno zapędzić i …pogubić, a wtedy już krok od przegapienia tego prawdziwego, realnego szczęścia, nawet gdy będzie lecieć z Tobą na czołówkę niczym wielka amerykańska ciężarówka.

Serio?

Bo czy jak wreszcie będę miała płaski jak deska brzuch, to będę szczęśliwsza? Skąd ta pewność? Czy jak wyjdę za mąż to ktoś da mi gwarancję, że zawsze będę happy? Czy będąc szefem światowego giganta, mam szczęście zapisane w kontrakcie?

Z drugiej strony jeśli żaden z powyższych punktów nie zostanie spełniony, czy to oznacza, że muszę zamknąć się w wysokiej wieży i do końca życia płakać w poduszkę nad swoim losem? Coś czuję, że szybko by mi się znudziło i raczej dobrałabym się do zamkowych piwniczek z winem, ale wróćmy do tematu.

Problemem dzisiejszych czasów jest to, że zbyt mocno żyjemy przyszłością, że zbyt dużo rzeczy odkładamy na później, tłumacząc się tym, że teraz nie mamy czasu, bo właśnie pracujemy na to, by kiedyś być szczęśliwymi. Tak mocno się na tym skupiamy, że zaczyna nam brakować wolnej chwili na jedną małą rzecz. Na codzienną małą porcję szczęścia.

Tak, dokładnie. Tak niewiele, a tak dużo.

notesfromnorthwest_pl male szczescia3

Małe wielkie sprawy

Gdzie go zatem szukać? We własnym otoczeniu, wśród najbliższych, w trywialnych, prostych czynnościach, w rzeczach czy sprawach, których na co dzień nie doceniamy, a szkoda.

To przede wszystkim relacje, bliskość drugiego człowieka i więzi jakie łączą Was zarówno z rodziną jak i tymi, których od lat za rodzinę uważacie.

Dla mnie szczęście w tym wymiarze to Święta w domu rodzinnym pełne zgiełku, śmiechu i wygłupów, gdy nagle wszyscy zjeżdżamy się w jedno miejsce, a mama biega i rozdziela zadania specjalne. To wsparcie Pana eM i zapewnienia, że jest pyszne, kiedy długo obiecywane placki z cukinii okazują się być zieloną breją. To godzinne plotki i wielkie sekrety opowiadane na ucho z moją 80-letnią babcią. To przyjaciele, na których, nieważne gdzie i kiedy, zawsze mogę liczyć. Nawet jeśli sytuacja wymaga przebrania się za gwiazdę rocka 😉 To w końcu mój Kudłacz, który nie wybiera lepszych czy gorszych dni, zawsze przytula i kocha równie intensywnie.

Szczęście to pasja, to emocje urządzające sobie karnawał samby w Waszych żyłach i rozsadzające Was od środka, za każdym razem, gdy robicie to, co kochacie.

Dla mnie czymś takim jest muzyka, odkrywanie nowych dźwięków i towarzysząca temu ekscytacja, gdy po raz siedemnasty odsłuchuję jakiś nowy boski kawałek. To wypieki na twarzy, gdy poluję na bilety na wymarzony koncert i to cudowne uczucie tam gdzieś w środku, gdy właśnie stoję pośród mnóstwa innych osób i chłonę na żywo każdy najmniejszy takt, totalnie się w tym zatapiając. To wreszcie wolność jaką wtedy czuję.

Szczęście to też małe chwile, pełne radości czy wzruszeń momenty, które sprawiają, że chce Ci się żyć, że wiesz, że wszystko będzie dobrze, że warto. Dla mnie to czasami zwykłe popołudnie wypełnione pełnymi pasji i braku zdolności wokalnych wykonami największych szlagierów lat 90-tych wyśpiewanych do spółki z eM. To ogromny uśmiech przyjaciółki, gdy mówię, że przyjadę do niej na drugi koniec świata i wreszcie dotrzymuję słowa. To euforia, gdy okazuje się, że potrafię prowadzić po lewej stronie. To radość w oczach rodziców, gdy uda mi się ich czymś zaskoczyć. To w końcu ciepły dotyk promieni słońca i wiatr bawiący się włosami, gdy spokojnie siedzę z książką na plaży.

notesfromnorthwest_pl male szczescia2

Może to wszystko zabrzmi dość trywialnie, ale tak naprawdę szczęścia nie trzeba szukać daleko, często krząta się gdzieś w pobliżu i czeka na odpowiedni moment. Nie zawsze też jest obtoczone w brokacie, ani nie ma efektów specjalnych rodem z Avengersów.

Ma za to jedną mega zaletę. Złe rzeczy się zapomina, za to chwile wypełnione szczęściem zostają z nami na zawsze i to one są tym, co najbardziej wartościowe w życiu.

Trzeba tylko czasami się zatrzymać, rozejrzeć dookoła i trochę mocniej otworzyć oczy. Dać szczęściu szansę nas znaleźć.

 

N.


Przeczytaj także: