Co Cię inspiruje?

Co to jest właściwie inspiracja? To słowo krąży wokół nas, pojawiając się co rusz  we wszelkich możliwych odmianach i formach, ale co oznacza tak naprawdę? Hmm… no właśnie. Próbując zdefiniować zjawisko będące tak odmiennym, a jednocześnie przynoszącym podobne efekty, najprościej stwierdzić, że dla każdego jest to kompletnie coś innego 🙂

Ja na przykład, wyobrażam sobie ją jako grupę specjalną małych ludzików w kominiarkach z napisem na plecach I.N.S.P.I.R.A.C.J.A., dostających cynk z centrum dowodzenia i robiących szybką akcję w głowie.

Chłopaki w rytm soundtracku z Mission Impossible opuszczają się na linach wzdłuż płatu czołowego i lądując na miękkim ciemnoróżowym podłożu, przystępują do montażu ogromnej żarówki.

Po kilku sprawnych ruchach, sprawdzeniu mocowań i łącz, nadają komunikat do bazy o pełnej gotowości i proszą o zgodę na odpalenie. Baza sprawdza obecny stan czynności życiowych i daje przyzwolenie, na co kapitan załogi, jednym sprawnym ruchem łączy kabel żarówki z gniazdem pomysłów.

Wielka żarówa zaczyna migać i napełniać się światłem, a my właśnie dostajemy olśnienia w jakieś tam kwestii!!

Wszystko zaczyna pikać i drgać, a kolejne strumienie myśli zaczynają biegać wokół i ustawiać w kolejkach, by nadać się tunelami do poszczególnych ośrodków mózgowych. Koledzy z drużyny od zadań specjalnych pakują manatki i wracają do bazy, a Ty właśnie zaczynasz czuć to przyjemne mrowienie i rozchodzącą się po ciele energię, która za chwilę zamieni się w wielkiego kopa do działania. Brzmi jak kadr z Było sobie życie? Być może, ale taka wizja bardzo mi odpowiada 🙂

Na każdego z nas działa coś innego, inne bodźce sprawiają, że przekaz trafia właśnie tam gdzie powinien, porusza i skłania do podjęcia inicjatywy. To może być cokolwiek lub ktokolwiek, sytuacja, osoba, zapach lub przedmiot. Problem pojawia się, gdy nie wiadomo gdzie takiego bodźca szukać.

Właśnie na takie okazje jest ten post!

Zamiast siedzieć i czekać, aż Twój wewnętrzny oddział specjalny skończy siestę i weźmie się do roboty, zerknij na poniższą listę, w której zdradzam jakie metody działają na mnie i co robię kiedy totalny leń i marazm przejmują kontrolę nad moim życiem.

A potem działaj!

SZTUK KILKA

Po pierwsze muzyka, która zawsze potrafi przenieść myśli w inny wymiar. W moim odtwarzaczu totalnie miksuję gatunki i style. Wiary w siebie zawsze dodaje mi Aretha Franklin lub Skunk Anansie, kopa energetycznego dostaję od Xxanaxx czy Coldplay, a receptę na każdą życiową sytuację zawsze znajdzie Dave Gahan z Depeche Mode. Zresztą nie trzeba wiele, włącz jakiś oldschool’owy hit z liceum. Nie uwierzę, że  nie będzie żadnej reakcji.

Jeśli to nie pomaga wyciągam cięższe działa – filmy. Temat sam w sobie przepastny, ale jeśli miałabym podać tylko kilka, sprawdzonych tytułów, z pewnością byłyby to: ukochane Stowarzyszenie Umarłych Poetów, Między piekłem a niebem, Piękny umysł, Forrest Gump, G.I. Jane i Incepcja z genialnym: You musn’t be afraid to dream a little bigger, Darling! Taki zestaw postawi na nogi najbardziej oporną duszencję.

Kolejna opcja jest nieco mniej popularna, za to bez dwóch zdań mega efektowna. Architektura. Wiem, że nie wszystkich to rusza, ale budowle i mosty potrafią być prawdziwymi dziełami sztuki, a żeby się o tym przekonać wcale nie trzeba szukać daleko. Czasami wystarczy tylko zadrzeć głowę nieco inaczej i spojrzeć na swoje miasto z nieco innej perspektywy.

Sztuka współczesna– może to zabawne, ale zawsze strasznie się nakręcam jak widzę  piękne murale, graffiti, fotografie, plakaty i design, na które można natknąć się zarówno na ulicy, jak i w sieci. Niesamowite jak zdolni, kreatywni i pełni pasji potrafią być otaczający nas ludzie.  To też sprawia, że my sami zaczynamy myśleć trochę mniej szablonowo 🙂

NATURALNIE, ŻE NATURA

Kolory, aromaty, zapachy, zmienność, dzikość, nieokiełzanie – te wszystkie cechy sprawiają, że natura za każdym razem może nas czymś zaskoczyć. Jej piękno tkwi w tym, że nie jesteśmy w stanie jej opanować.

A gdzie ja szukam weny? W zapachu Bałtyku przy wzburzonych falach. W kolorach drzew wczesną jesienią. W lesie. W zwiedzaniu kompletnie nowych miejsc. Na polanie pełnej wrzosów. W bezchmurnym nocnym niebie. W wypełnionych po brzegi straganach z sezonowymi owocami i warzywami. W zabawie z kudłaczem. W letnim deszczu. W płatkach śniegu. W śmiesznym wzorku, który układa się z pianki na moim latte. We mgle, która o poranku spowija całe miasto.

Bodźców jest wiele, wystarczy szerzej otworzyć oczy.

GRUNT TO OSOBOWOŚĆ

Zawsze warto mieć wokół siebie osoby, które potrafią wydobyć z Ciebie ukrytego wojownika i doładować baterie pozytywną energią. Jeśli masz je blisko siebie, doceń je i raz na kwartał zafunduj porządne mojito i dobre słowo, bo to niezły skarb.

Taką osobę możesz także odnaleźć w trochę dalszym otoczeniu i nieważne czy jest to idol z ekranu, wzięta pisarka czy uznany noblista, najważniejsze, że do Ciebie przemawia. Dla mnie, takim niekończącym się źródłem inspiracji jest TEDx i  przemówienia najrozmaitszych mówców z całego świata.

Wystarczy wybrać interesujący Cię temat, wskoczyć na stronę, odpalić apkę lub YouTube i już! Światowej sławy fizyk przekonuje Cię dlaczego powinieneś odkleić tyłek z kanapy i jeszcze oblicza na to wzór! Nie wiem jak u Ciebie, ale na mnie to działa.

Jeśli wolisz kontakt na żywo, nie trzeba daleko szukać. Polecam przeszukać fanpejdże wiodących blogerów, trenerów personalnych czy mówców motywacyjnych. Wielu z nich regularne prowadzi transmisje live i z łatwością znajdziesz temat i osobę, która mówi Twoim językiem. Sama nie raz brałam udział w takim “spotkaniu’ i było naprawdę fajnie.

Jest jeszcze jedna opcja. Pójście na całość czyli udział w szkoleniu lub konferencji. Nie ukrywam, takie rzeczy, trzeba lubić, więc nie naciskam. Dodam tylko, że dla mnie jedną z lepszych imprez tego typu, do tego serwującą pigułę turbo motywacji jest, odbywający się od trzech lat w Szczecinie, Inspiration Day. To konferencja wyjątkowa i niepodobna do innych, pełna pozytywnej energii i prelegentów, którym nie chce się pozwolić zejść ze sceny.  Bonus dodatkowy to mega kopniak do działania. W jakiekolwiek dziedzinie chcesz.

MOC SŁOWA

Cytaty, sentencje, złote myśli. Może to domena prymuski z podstawówki, ale od zawsze  uważam, że dobry cytat potrafi zdziałać naprawdę wiele. Krótkie zdanie, odpowiedni, ba! perfekcyjny dobór słów i pam! Trafia Cię prosto między oczy, krew zaczyna szybciej krążyć w żyłach, a Ty nabierasz wiatru w żagle.

Banalne i głupie? Może, ale czasami proste rozwiązania wykazują się nadzwyczajną skutecznością, zwłaszcza jeśli słowa pochodzą od bardziej mądrych lub doświadczonych na tym świecie.Chyba musi się sprawdzać, bo  inaczej jak wytłumaczyć szał na hasłowe plakaty? Hę?

JAK DZIECKO

Co jest najfajniejsze byciu dzieckiem? Totalny brak ograniczeń, żadnych ram, konwenansów, narzuconych schematów myślenia lub podejmowania decyzji. Wszystko co nas otacza jest nadzwyczajne.

Jakiś czas temu miałam okazję obejrzeć animowaną ekranizację  Małego Księcia, która teraz nasunęła mi idealny przykład. Pamiętacie, gdy pilot opowiadał o swoim pierwszym rysunku węża boa, który połknął słonia? Wszyscy dorośli widzieli nic innego, tylko zwykły kapelusz, a jak stwierdził bohater:

Dorośli nigdy nie potrafią sami zrozumieć. A dzieci bardzo męczy konieczność stałego objaśniania.

Ten fragment (jak zresztą cała książka Antoine de Saint Exupéry) świetnie pokazuje jak my dorośli bierzemy wszystko strasznie poważnie. To sprawia, że  wyzbywamy się ciekawości i wrażliwości na otaczający nas świat, a w konsekwencji po jakimś czasie nie potrafimy już dostrzec innego punktu widzenia. Sęk w tym, że przyjmując wszystko z powagą i skupieniem, po drodze możemy tracić sporo możliwości na dobrą zabawę i zwyczajną radochę!

At teraz z ręką na sercu, kiedy ostatni raz skakaliście w kaloszach po kałużach? Kąpaliście się w jeziorze bez gatek albo wcinaliście śliwki prosto z drzewa? Nie mówię o porzucaniu stanowisk pracy i zbiorowym założeniu grupy wyznaniowej pod Pędzącym Pluszowym Jednorożcem. Po prostu, może warto czasami dopuścić do głosu wewnętrznego małolata, przypomnieć sobie co sprawiało nam największą frajdę i, o zgrozo, nawet to powtórzyć?

Polecam gorąco huśtawki w parku, wyzwanie znajomych na mega mecz w piłę, obserwacje chmur na niebie, a od czasu do czasu nawet własne czadowe konstrukcje z klocków LEGO, oczywiście jeśli właściciele klocków (bratanek/siostrzenica/syn/córka) pozwolą.

Jeszcze lepszą opcją będzie, gdy razem usiądziecie do zabawy, bo chyba nie ma lepszej inspiracji niż wymiana myśli pomiędzy osobami, które zupełnie inaczej patrzą na świat 🙂

No to tyle.

Inspirację nie łatwo zdefiniować i nie łatwo zaplanować, jednak w tym poście dałam Wam sporo opcji do wypróbowania i testowania na samym sobie. Najważniejsze jednak, żebyśmy nie dali się zwariować, bo czasami najlepszą opcją jest ta, by sobie na chwilę odpuścić. Przestać zadręczać się myślą, że trzeba już, teraz, tu, natychmiast i na maxa, bo jak nie to koniec świata.  

Czasami trzeba po prostu wyluzować, a wtedy nie wiadomo jak i skąd inspiracja pojawi się sama. Tzn. jak tylko chłopaki z oddziału do zadań specjalnych skończą siestę i wrócą do roboty.

N.


Fajnie? W takim razie udostępnij post i zainspiruj innych!

Zajrzyj także na inne posty: