5 Wymówek Wewnętrznego Lenia

Znasz go dobrze od lat. Czasami potrafi nie odzywać się tygodniami, kiedy indziej jesteście w stałym kontakcie. Owszem,  bywa miły, delikatny, taktowny, nawet sypnie komplementem. Doskonale Cię zna i wie co dla Ciebie najlepsze. Gdy padasz z nóg i marzysz o drzemce, gdy musisz ukoić skołatane nerwy w centrum handlowym, a nawet kiedy najlepiej zabrać Cię na ulubiony deser lodowy i rozkoszować wspólnie słodkościami. To cały On, Twój jeden jedyny i niepowtarzalny. Twój wewnętrzny Leń. Tak, tak Moi Drodzy, czas wyłożyć kawę na ławę i powiedzieć wprost – ten gość w nas jest. Posunę się jeszcze dalej, większość nas, niczego nieświadomych ludków, daje się mu wodzić za nos i tańczy jak nam zagra. A, że gra często na bardzo sympatyczną nutę zachęcającą do spuszczenia nieco z tonu i odpuszczenia sobie tego i owego, nie powiem, ulegamy mu bez trudu. O czym zatem dzisiejszy tekst?

Wzięłam Lenia pod lupę, bo coś mi podejrzanie koleś czas podkrada i przemaglowałam w tę i wewtę. Okazało się, że najczęściej stosuje kilka metod, dość popularnych, ale nadal piekielnie skutecznych w działaniu. Gwarantuję, że jak je zastosujecie – efekt braku podjęcia działań murowany.

Zatem weźcie głęboki oddech, bo oto przed Wami, nic innego jak same we własnej osobie – najczęstsze wymówki wewnętrznego Lenia!

-1-

Nie mam czasu

notesfromnorthwest_len7

Brzmi znajomo? Dla mnie bardzo. Ba! To mój faworyt. Niestety, okrutna prawda jest taka, że najczęściej efekty są wprost proporcjonalne do zaangażowania, także no pain no gain. Uwierzcie mi, bo już kilkakrotnie próbowałam złamać tę zasadę, ta cholera jest odporna na wszelkie półśrodki. I chociaż w tym momencie kręcę bat sama na siebie, to muszę to przyznać – jeśli naprawdę Ci na czymś zależy, zawsze znajdziesz czas. W końcu pupa sama się nie zrobi i nawet czytanie dwudziestego artykułu o jędrnych pośladkach zamiast przysiadów zbytnio nie pomoże 😉

-2-

Nie mam z kim

notesfromnorthwest_len2

Nawet Cię korci, żeby trochę się poruszać, ale nie masz kompana do wspólnego wylewania siódmych potów. Jeśli nikt z najbliższych nie ma ochoty Ci wtórować, nie łam się i zaproś do spółki swojego…Lenia. Tak, dokładnie! Samotny trening to świetna metoda, by poznać bliżej samego siebie. A i jest jeszcze jeden plus. Gdy pojawią się pierwsze efekty, podziw i zazdrość w oczach rodziny gwarantowany, a i może chętni do treningu „nagle” się znajdą 🙂

-3-

Nie mam kasy

notesfromnorthwest_len6

Tak wiem, karnety na zajęcia potrafią być drogie, ale przyznajcie szczerze. Ile pieniędzy w miesiącu wydajecie na totalne głupoty? W sumie ciężko powiedzieć, bo mało kto liczy czy zwraca uwagę, a szkoda. Często za tę sumkę można by mieć złotą kartę VIPa do niejednego klubu fitness.

Na szczęście nic straconego, bo pewne rzeczy wciąż są za free. Siłownia pod chmurką, czyli fit parki z przyrządami do ćwiczeń są już praktycznie w całej Polsce, do tego parki miejskie otwarte całą dobę z dostępem do ścieżek i otoczone piękną zielenią, malownicze bulwary wzdłuż rzeki, czy  okoliczne łąki i lasy. Możliwości na darmowe treningi jest wiele, a ile opcji do potencjalnego lansu na bycie fit 😉

-4-

To taaakie nudne

notesfromnorthwest_len4

Nie ćwiczysz bo to wieje nudą? Przecież ile można dreptać szase na sali pełnej bab, albo biegać bez celu po parku jak zagubione zombie? No tak…każdy lubi co innego.. no właśnie, a co Tobie sprawia przyjemność? Na świecie, według wyroczni Wikipedii, istnieje ponad  8000 najróżniejszych odmian sportu, nie przekreślaj więc możliwości na dawkę endorfin tak łatwo.

Istnieje szansa, że ktoś gdzieś obmyślił coś takiego, że jeszcze wciągnie Cię po uszy, a serce zabije mocniej. Wystarczy tylko spróbować i poszukać.

-5-

Nie chce mi się 

notesfromnorthwest_len3

Nadszedł punkt kulminacyjny programu. Nikt z nas się do tego nie przyzna, ale to właśnie ta wymówka- ta mała, podstępna bestia czai się najczęściej za wszystkimi innymi powodami, przez które odpuszczamy. Zazwyczaj pojawia się niezauważalnie, siada delikatnie na ramieniu i sączy swoje racje do ucha, by już parę minut później wyciągnąć się triumfalnie na kanapie, opanować pilota i po raz kolejny dać się porwać mrożącej krew w żyłach fabule M jak Miłość. Przecież reszta może poczekać.

Jasne, relaks ważna rzecz. Sęk w tym, że po pewnym czasie ten knujący dziadyga zapewnia nam olimpijskie złoto w nic-nie-robingu i leniwiactwie pospolitym, a nasze wielkie plany na lepszą kondycję i zrzucenie tej wrednej oponki z brzucha idą w łeb. A gdyby zacząć się buntować i postawić na swoim? Raz się nie poddać i wyjść na ten cholerny basen? Hmm..ciekawe czy to słodkie uczucie małego zwycięstwa nie byłoby na tyle fajne, że chciałoby się to powtórzyć.

A może jednak?

 

A jak jest z Waszymi Leniami? Oswoiliście je, czy nadal potrafią przejąć nad Wami kontrolę? A może udało Wam się je namierzyć i teraz szukacie metod na to jak wytresować te wredne Leniwce? Koniecznie dajcie znać.

N.


Przeczytaj także: